Nie lubię pisać o złych doświadczeniach i negatywnych przykładach, jednak ostatnio tych pozytywnych nie ma zbyt wielu. Poza Cukiernią Gieryszewski (gdzie Pani w białym fartuchu zapakowała zawinęła ciastka w biały szorstki papier i plastikowy sznurek mówiąc z uśmiechem "Do widzenia pani") czy kontaktem od UPC, który prawdopodobnie w wyniku wprowadzania w firmie strategii customer experience jest tak szybki w przypadku odpowiedzi na maila, że aż zaskakujący, to raczej nie doświadczam porządnej obsługi klienta na co dzień.
Kawiarnia Leniviec, której byłam do tej pory stałym klientem, ostatnio pochwaliła się przede mną najgorszym customer experience jaki można zapewnić klientowi w tego typu miejscu.
Umówiłam się w Lenivcu z przyjaciółkami na śniadanie na godz. 10:00.
1. Już w wejściu zauważyłam, że wszystkie wolne stoliki mają rezerwację. Do tej pory nie widziałam w tym miejscu rezerwacji, i nie wiem czy jestem tak mało spostrzegawcza czy faktycznie coś się w tej kwestii zmieniło. Jeśli jednak się zmieniło uważam, że powinnam była mieć możliwość zapoznania się z nowymi zasadami chociażby poprzez event na facebooku (nie było o tym wzmianki).
2. Zapytałam więc kelnera po jakim czasie spada rezerwacja i które stoliki są zarezerwowane na 10:00. Kelner wskazał 2 przy wejściu. O 10:15 gdy spadła rezerwacja usiadłam przy jednym z nich.
3. Za kilka minut przy stoliku obok usiadł inny klient. Kelner podszedł i przyjął zamówienie. Do mnie nie podszedł nikt przez kolejne 7 minut. Musiałam wstać i sama złożyć zamówienie przy kasie. Zamówiłam sok pomarańczowy, wyciskany.
4. Sok dotarł na mój stolik dokładnie po 20 minutach i po moich 3 głośnych pytanio-prośbach o jego dostarczenie.
5. Zamówiłam również śniadanie-bufet, w którym 3 potrawy z bakłażanem były nie do zjedzenia z powodu mocno zepsutego bakłażana!.
6. Przyjaciółka czekała na espresso ok. 15 minut.
7. Z pełnymi do połowy filiżankami i talerzami siedzimy i rozmawiamy, gdy nagle podchodzi pan kelner i prosi, żebyśmy wstały ponieważ przyszedł klient, który miał rezerwację na ten stolik. Tak, na ten właśnie, a jest godzina 11:00. Tego było już za wiele więc powiedziałam panu, że nie mamy zamiaru się przesiadać, ponieważ usiadłyśmy przy stoliku tylko dlatego, że według tego samego pana godzinę wcześniej był on zarezerwowany na 10:00. Zasugerowałam również, żeby zorganizował on inny stolik klientce na co usłyszałam "Dobrze"(w międzyczasie pan kelner przeszukał nasz stolik w poszukiwaniu kartki z rezerwacją grzebiąc między kubkami i talerzami).
8. Płacenie. Pytam przy kasie czy dostanę jakąś zniżkę jako rekompensatę bardzo nieprzyjemnego śniadania. Pani na to:
- Oczywiście, że nie. Pierwsze słyszę, że coś się działo.
- To już Pani wie.
- Taka cena za śniadanie jest i koniec. To nie nasza wina. Jest duży ruch i jesteśmy bardzo zajęci.
- A czy nie opłaciło by się państwu zatrudnić dodatkowej kelnerki na te kilka godzin śniadaniowych zamiast biegać, być nieuprzejmym i tracić klientów?
(Pani z obrażoną miną pokrzykując pod nosem odchodzi)
- Przepraszam, mówię do Pani, dlaczego Pani odchodzi?...
(Znowu gadanie pod nosem, mina z obrażonej przechodzi w złą, ja płacę panu)
- Chciałam jeszcze powiedzieć, że wszystkie potrawy z bakłażanem są zepsute.
Pan na to mówi:
- Dobrze.
Szczerze mówiąc wolę wygrzebać z lokalnych trawników korzonki i zjeść je na śniadanie niż zamówić cokolwiek w tej knajpie.
Przez większość czasu sytuacja była do załagodzenia, czego nikt z obsługi nie zauważył i nie wykorzystał. A ja ani razu nie usłyszałam zwykłego "Przepraszam" i nie zobaczyłam ani jednego uśmiechu w ciągu tych kilku godzin śniadania, które miało radośnie i przyjemnie rozpocząć mój weekend.
Kawiarnia Leniviec, której byłam do tej pory stałym klientem, ostatnio pochwaliła się przede mną najgorszym customer experience jaki można zapewnić klientowi w tego typu miejscu.
Umówiłam się w Lenivcu z przyjaciółkami na śniadanie na godz. 10:00.
1. Już w wejściu zauważyłam, że wszystkie wolne stoliki mają rezerwację. Do tej pory nie widziałam w tym miejscu rezerwacji, i nie wiem czy jestem tak mało spostrzegawcza czy faktycznie coś się w tej kwestii zmieniło. Jeśli jednak się zmieniło uważam, że powinnam była mieć możliwość zapoznania się z nowymi zasadami chociażby poprzez event na facebooku (nie było o tym wzmianki).
2. Zapytałam więc kelnera po jakim czasie spada rezerwacja i które stoliki są zarezerwowane na 10:00. Kelner wskazał 2 przy wejściu. O 10:15 gdy spadła rezerwacja usiadłam przy jednym z nich.
3. Za kilka minut przy stoliku obok usiadł inny klient. Kelner podszedł i przyjął zamówienie. Do mnie nie podszedł nikt przez kolejne 7 minut. Musiałam wstać i sama złożyć zamówienie przy kasie. Zamówiłam sok pomarańczowy, wyciskany.
4. Sok dotarł na mój stolik dokładnie po 20 minutach i po moich 3 głośnych pytanio-prośbach o jego dostarczenie.
5. Zamówiłam również śniadanie-bufet, w którym 3 potrawy z bakłażanem były nie do zjedzenia z powodu mocno zepsutego bakłażana!.
6. Przyjaciółka czekała na espresso ok. 15 minut.
7. Z pełnymi do połowy filiżankami i talerzami siedzimy i rozmawiamy, gdy nagle podchodzi pan kelner i prosi, żebyśmy wstały ponieważ przyszedł klient, który miał rezerwację na ten stolik. Tak, na ten właśnie, a jest godzina 11:00. Tego było już za wiele więc powiedziałam panu, że nie mamy zamiaru się przesiadać, ponieważ usiadłyśmy przy stoliku tylko dlatego, że według tego samego pana godzinę wcześniej był on zarezerwowany na 10:00. Zasugerowałam również, żeby zorganizował on inny stolik klientce na co usłyszałam "Dobrze"(w międzyczasie pan kelner przeszukał nasz stolik w poszukiwaniu kartki z rezerwacją grzebiąc między kubkami i talerzami).
8. Płacenie. Pytam przy kasie czy dostanę jakąś zniżkę jako rekompensatę bardzo nieprzyjemnego śniadania. Pani na to:
- Oczywiście, że nie. Pierwsze słyszę, że coś się działo.
- To już Pani wie.
- Taka cena za śniadanie jest i koniec. To nie nasza wina. Jest duży ruch i jesteśmy bardzo zajęci.
- A czy nie opłaciło by się państwu zatrudnić dodatkowej kelnerki na te kilka godzin śniadaniowych zamiast biegać, być nieuprzejmym i tracić klientów?
(Pani z obrażoną miną pokrzykując pod nosem odchodzi)
- Przepraszam, mówię do Pani, dlaczego Pani odchodzi?...
(Znowu gadanie pod nosem, mina z obrażonej przechodzi w złą, ja płacę panu)
- Chciałam jeszcze powiedzieć, że wszystkie potrawy z bakłażanem są zepsute.
Pan na to mówi:
- Dobrze.
Szczerze mówiąc wolę wygrzebać z lokalnych trawników korzonki i zjeść je na śniadanie niż zamówić cokolwiek w tej knajpie.
Przez większość czasu sytuacja była do załagodzenia, czego nikt z obsługi nie zauważył i nie wykorzystał. A ja ani razu nie usłyszałam zwykłego "Przepraszam" i nie zobaczyłam ani jednego uśmiechu w ciągu tych kilku godzin śniadania, które miało radośnie i przyjemnie rozpocząć mój weekend.
słabo
OdpowiedzUsuńTo kiedy na bakłażana do Lenivca? Ja zapraszam.
OdpowiedzUsuń