Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reklama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reklama. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 stycznia 2016

Czemu służą reklamy - nie sprzedaży

Wśród ogromu reklam na Facebooku pojawia się reklama ze zdjęciem sukienki, która akurat przykuwa moją uwagę. Klikam w obrazek. Po raz pierwszy robię coś takiego, do tej pory reklamy sklepów czy produktów na Facebooku po prostu ignorowałam. I co się dalej dzieje? Reklama odsyła mnie do strony domowej sklepu internetowego, w którym zaczynam szukać reklamowanej sukienki. Póki co nigdzie jej nie widać. Zaczynam szukać w kategorii "sukienki" już lekko zniecierpliwiona, bo cały czas spodziewałam się, że po kliknięciu w fotografię z fejsbukowej reklamy od razu przejdę do tego produktu lub zobaczę go jako polecany artykuł na stronie domowej sklepu. Niestety po długich poszukiwaniach okazuje się, że reklamowanej sukienki w ogóle nie ma w sklepie.

Oczywiście był to pierwszy i ostatni raz. Utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że nie warto podążać za reklamami na Facebooku.

Mam tylko jedno pytanie do twórców takich reklam: Czy to się opłaca? Czy warto zachęcać do wejścia na stronę sklepu zdjęciami przedmiotów, których się nie sprzedaje? Rozumiem, że chodzi o zasadę "a nóż widelec" czyli "może jak kliknie to i tak coś znajdzie", tylko na co są większe szanse? Czy, że faktycznie zainteresuje mnie coś zupełnie innego od przedmiotu, który w myślach już kupowałam czy, że przestanę brać na poważnie takie reklamy i już żadna mnie nie skłoni do wejścia do sklepu a co za tym idzie zakupu? W moim przypadku to drugie, przede wszystkim dlatego, że cenię sobie swój czas i staram uczyć się na błędach.

Ja bym zdecydowanie odradzała takich praktyk, bo są one potencjalnie doskonałym sposobem na stracenie klienta, którego chciało się pozyskać.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Nie tacy nowocześni jak się malują - RWE

   Po długiej nieobecności na blogu czas nadrobić. Jak się okazało nie jest wcale takie proste pisanie bloga na bloggerze z tabletu Samsunga... Dodawanie zdjęć stało się niemożliwe, potem zepsuł mi się nowy aparat Fuji (już po jednej naprawie - zepsuło się dokładnie to, co zostało naprawione) a jeszcze później po prostu nie było kawiarenek internetowych lub jak były to internet nie działał w ogóle, bo 30 dzieciaków grało w zabijanie online. Także czuję się usprawiedliwiona.

    Przed tą długą podróżą musiałam pozałatwiać rożne sprawy, umowy, rachunki, RWE (niestety), PGNiG (też niestety) itd.
    I o dziwo w RWE pojawił się promyk nadziei, iskierka, która rozpaliła mój głodny zmian i ulepszeń na miarę 2014 roku umysł i tu też została brutalnie zgaszona szarą rzeczywistością skamieniałych systemów korporacyjnych.
    Pod koniec mojej długiej, bardzo długiej wizyty w okienku zaczęłam oglądać ulotkę promującą dostęp online do rachunków, wystarczy wejść na stronę e-bok.rwe.polska.pl i się zalogować. Ulotka promuje: "Dołącz do grona zadowolonych Klientów i ciesz się wolnym czasem." - brzmi dobrze a jeszcze lepiej proces logowania - tylko 3 kroki (super!).



Wracam do domu pełna nadziei, wpisuję adres strony i pokazuje mi się taki komunikat:


    Znowu to samo, kolejna inicjatywa, która miała coś wreszcie zmienić i ułatwić ludziom życie, a nawet zmniejszyć wydatki firmy na obsługę klientów w punktach obsługi czy infolinii. I co? I nic. Po prostu kolejne rozczarowanie.

    Po powrocie z długiej wyprawy musiałam się więc stawić osobiście i znowu się nie rozczarowałam (nie mam już żadnych oczekiwań od RWE), moja wpłata na ponad 500 zł nie widniała w systemie a pani z okienka niczym nie przypominała panienki i przy wszystkich głośno mnie opieprzyła, że mam niezapłacony rachunek i niedopłatę :)

    Za każdym razem tak samo mnie zastanawia jedna kwestia, jak to jest możliwe, że firmy oficjalnie przedstawiają swoim klientom coś, co jeszcze nie działa? Czy nie zdają sobie sprawy z tego, że takie doświadczenie nie skłania do szybkiego powrotu i kolejnych prób? Podobna sytuacja przytrafiła mi się wczoraj. Dzwoniłam na numer z umowy z Plusem w sprawie kablówki, 7 minut czekałam na linii słuchając, którą cyferkę mam wcisnąć, żeby w końcu porozmawiać z człowiekiem. I tak przechodzę od jednego nagrania do drugiego, jestem już przy ostatnim a mojego produktu nie ma (czyli telewizji), wciskam więc w desperacji cyfrę odpowiadającą za internet (wydaje mi się, że informatyk będzie najbliżej mojego problemu) a pan uprzejmie mi wyjaśnia:
- To dział internetowy, nie mogę pani pomóc.
- Tak rozumiem, ale nie miałam z kim się połączyć, mojej usługi w ogóle nie ma w opcjach wyboru.
- Tak wiem, powinna Pani zadzwonić na inny numer.
- Ale ja mam tylko ten, z umowy.
- Tak, cały czas mamy ten problem...
(Tu miły pan oferuje przekierowanie)
- Mam do pana jeszcze prośbę, czy może pan zgłosić swojemu przełożonemu, że z numeru na umowie nie można połączyć się z działem telewizji?
- Już przekazywałem, wielokrotnie.

   Doprawdy brak mi sił. Czy zawsze będziemy płacić za coś, co nie działa, za czyjeś błędy i niedopatrzenia, czyste lenistwo lub nieadekwatne procedury korporacyjne jakby to było normalne, nie otrzymując żadnej rekompensaty? Przecież kupujemy pełnowartościowy produkt/usługę za nasze najczęściej, ciężko zarobione, pełnowartościowe pieniądze.



środa, 3 października 2012

Budowanie pozytywnych emocji

Złote Tarasy, sklep Stenders.

Wcześniej nie znałam tego sklepu, do wejścia zachęcił mnie widok kolorowych postitów. Okazało się, że każdy może na posticie dokończyć zdanie "Czuję szczęście gdy...". Oczywiście przykleiłam swoją karteczkę. Mało tego, zrobiłam zdjęcie swojej karteczki i wysłałam mailem do osoby, o której na niej wspomniałam (spontaniczne zaangażowanie klienta wywołane pozytywnymi emocjami).

Było to bardzo pozytywne doświadczenie, które wprawiło mnie w dobry nastrój na resztę dnia. 


W interakcji klient-firma/usługodawca bardzo ważne jest budowanie pozytywnych emocji na każdym etapie interakcji. 
Dobry przykład budowania pozytywnych emocji, które angażują i przekładają się na zwiększone obroty firmy to czekoladowa akcja firmy Anthon Berg.


sobota, 15 września 2012

Brak wyobraźni

Kampania Play:

Razem z banknotami z bankomatu wychodziły małe ulotki Play.
Łatwo sobie wyobrazić co dzieje się z ulotkami przy braku koszy na śmieci, podobnie zresztą jak z potwierdzeniami wydawanymi przez bankomaty, w przypadku tych drugich przynajmniej jest wybór "Drukować? Tak lub Nie."




Zastanawiające jest, że nikt nie pomyślał jak wiele firma może stracić na wizerunku robiąc coś takiego.