Całkiem nowe miejsce, bo funkcjonuje dopiero trzeci rok - basen w
Parku Szczęśliwickim.
Wydawać by się mogło, że w związku ze swoją nowością odkryjemy
miejsce przyjazne klientom, zainspirowane różnymi placówkami tego typu w innych
bardziej rozwiniętych pod względem usług krajach. Niestety tak nie jest, a
przynajmniej nie do końca.
Pierwsze problemy zaczęły się jeszcze przed dołączeniem do długiej
kolejki. A krok po kroku wyglądało to następująco:
0. Brak oficjalnej strony www! Tak przynajmniej strona, która
widnieje w internecie jest opisana "Nieoficjalnie o basenie na
Szczęśliwicach", natomiast portale podające informacje o basenie stronę te
opisują jako oficjalną. Pozostawia wiele do życzenia, ale skoro jest
nieoficjalna nie będę tego pogłębiać.
1. Nie ma stojaka na rowery, pozostają drzewa.
2. Bardzo długa kolejka.
3. 2 metry przed kasą słyszę "Zamykają bramę! Nie będą już
wpuszczać.." Wywołało to oczywiście niemałą panikę:)
4. Polskim zwyczajem pani w kasie nie ma wydać reszty.
5. Skoro już kasa, to o cenach - ceny biletów (17 zł osoba
dorosła) pozostają takie same do 10 minut przed zamknięciem basenu.
5. Brak miejsc i potworne kolejki do jedynego na basenie bistro -
właściciele ewidentnie nie przygotowali się na taką ilość klientów.
6. Brak papieru toaletowego przez kilka godzin.
7. Wyznaczona strefa palenia znacznie się rozszerzająca, na co
zupełnie nie zwracali uwagi pracownicy basenu, ale już po braku stojaków na
rowery można wysnuć wnioski jaki styl życia propagują (z pewnością nie idą za
zdrowymi trendami).
8. Wyjście z basenu zupełnie niefunkcjonalne - automatyczna
bramka, która przy tej ilości klientów musiała być przytrzymywana przez
ochroniarza ponieważ nie nadążała. Naklejka STOP na bramce powodowała
zagubienie u niektórych osób, które pytały ochroniarza przy niej stojącego
"Gdzie jest wyjście?".
9. Odłamane kawałki cegły w brodziku. Żeby nie było wątpliwości -
pracownicy przechodzili przez brodzik.
Takie miłe przywitanie - krata.
I muszę przyznać ze smutkiem, że ogólnie to jest całkiem
ok, ale dlatego tylko, że wszystko jest jeszcze nowe i czyste i nie ma żadnej
konkurencji. Ze smutkiem, ponieważ właśnie tak nie powinno być, nie powinniśmy
się godzić na kiepską jakość w wysokiej cenie tylko dlatego, że nie ma
konkurencji. Co jednak gdy w końcu pojawi się konkurencja? Łatwo to sobie wyobrazić,
dlatego też czy jest konkurencja czy nie, zawsze należy dbać o pozytywne
doświadczenia swoich klientów i uczynić ich tym samym klientami lojalnymi,
którzy nigdzie indziej nie będą mieć takich pozytywnych doświadczeń.
Przynajmniej nie na tyle pozytywnych, żeby odejść do konkurencji.
Ostatnio byłam na
frytkach belgijskich, zawsze chodzę w jedno miejsce (moje ulubione), tym razem
poszłam w inne miejsce bo było dużo bliżej. Bardzo się rozczarowałam i tylko
upewniłam, że jak frytki belgijskie to tylko w "moim miejscu". A
zadecydował o tym ogólny klimat. I o to właśnie chodzi, żeby miejsce było
"moim miejscem", ale o to trzeba umieć zadbać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz